Jest coś fajnego w zaglądaniu innym do szafy. Zwłaszcza jeśli wiem, że ta szafa to nie zbieranina przypadkowych rzeczy, tylko trochę bardziej przemyślany zestaw ubrań. Dlatego właśnie sama też postanowiłam pokazać, jak sprawa wygląda u mnie. A dokładniej – możecie zobaczyć wszystkie moje sukienki w jednym miejscu!

Bardzo bliska jest mi idea slow fashion i minimalizmu. Używam minimalizmu jako narzędzia do pozbywania się nadmiaru.

Dziesięć lat temu sukienek miałam ponad 30, bo kupowałam wszystko, co podobało mi się w lumpeksach. Od kiedy szyję, mam ich znacznie mniej.

W sukienkach chodzę prawie każdego dnia w tej cieplejszej połowie roku. Jesienią i zimą spora część z nich czeka nieużywana – czasem sięgam po 4, które dobrze wyglądają z rajstopami.

Teraz większość moich sukienek jest szyte przeze mnie, a dosłownie 2-3 pochodzą z drugiej ręki. Nie ma więc tu żadnych sieciówek, co było moim pobocznym celem, gdy zaczynałam szyć :)

Zapraszam na film:

Jeśli chcecie uszyć bluzkę lub sukienkę z dzianiny,  możecie zamówić wykrój Dzianina Uniwersalna w wersji papierowej w przedsprzedaży. Do 24 czerwca kupicie go z bonusem w postaci tasiemek elastycznych, które są jedynym  mniej popularnym elementem z pasmanterii potrzebnym do szycia z tego wykroju. Dzianina Uniwersalna w wersji sukienkowej to jedna z tych paru sukienek, które zimą też się sprawdzają i wyglądają super z wełnianymi rajstopami ;)

Wszystkie moje sukienki:

Jak widać jest tu dużo letnich krojów, dużo brązów i szarości, a wycięte dekolty siedzą raczej na plecach;) Wszystkie sukienki łączy to, że nie wymagają prasowania – albo wcale się nie gniotą, albo dobrze wyglądają, gdy są pogniecione.

1. Sukienka “dyplomowa” (szyłam) – jedyna o charakterze mocno wizytowym, zaliczałam w niej już wesela, komunie, chrzciny, konferencje. Dzięki zamykanemu dekoltowi może wyglądać naprawdę szykownie. Wyobrażam sobie, że tak byłaby ubrana współczesna Atena ;) Niestety – jest uszyta z syntetycznego materiału.

2. Różowa Sukienka Swobodna (szyłam) – letnia sukienka z lnu, której latem mogłabym nie ściągać.

3. Sukienka “po mamie” (z drugiej ręki) – jest uszyta z wiskozy, ma 30 lat i trzyma się świetnie!

4. Sukienka Swobodna w groszki (szyłam) – nieco bardziej elegancka sukienka letnia uszyta z wiskozy. Materiał jest cienki jak mgiełka, ale z rajstopami i podkoszulką (np. Topem Codziennym) da się ją nosić też zimą.

5. Sukienka Swobodna w paski (szyłam) – typowo letnia sukienka z grubszego, sztywnego lnu.

6. Sukienka z plecionką (szyłam) – szarość, len, lekko ascetyczny przód i ciekawy tył. Też typowo letnia kiecka, 100% len.

7. Elegancka sukienka dzianinowa (szyłam) – sukienka z mięsistej, wiskozowej dzianiny punto. Jest grubsza, więc noszę ją w chłodniejsze połowie roku. Dzięki dzianinie jest też super wygodna – to ten typ eleganckiej sukienki, którą spokojnie można by było nosić na co dzień!

8. i 9. Sukienka z wykroju Dzianina Uniwersalna w paski (szyłam jedną, drugą szyła koleżanka) – mam dwie sztuki, bo jedna z nich była testową wersją wykroju, a druga jest już wersją “docelową” :) Zostawiłam sobie obie, bo akurat ta dzianina niestety szybko się niszczy. Poza tym jest super, można ją nosić latem i zimą!

10. Szara sukienka “ciążowa” (z lumpeksu) – słabe ogniwo w zestawieniu. Mimo że to nie jest typowo ciążowa sukienka, tylko wtedy ją nosiłam! Jest uszyta z przyjemnej dzianiny wiskozowej.

11. Czarna Dzianina Uniwersalna (szyłam) – sukienka-kameleon. Pasuje do absolutnie każdego okrycia wierzchniego, wszystkich butów. Może wyglądać luźno i sportowo albo elegancko – wszystko zależy od dodatków! Noszę latem i zimą, nosiłam też do samego końca ciąży, bo dzianina mocno się rozciąga (to dzianina pętelkowa, bawełna z małą domieszką elastanu).

12. Sukienka z Topu Codziennego z plecionką (szyłam) – wygląda na sukienkę typowo letnią, ale ubieram ją też zimą na jasny golf. Tu druga sukienka z syntetycznego materiału. Na szczęście za bardzo nie przeszkadza to w noszeniu, bo krój jest przewiewny!

13. Sukienka “tylko Sylwester” (z drugiej ręki) – ubieram ją na ten jeden wieczór w roku od dobrych dziesięciu lat. To najsłabsze ogniwo w mojej sukienkowej szafie i zastanawiam się, czy nie powinnyśmy się rozstać. Ostatnie lata imprezę sylwestrową organizowałam u siebie w domu. Ubierałam tę kieckę bardzo na siłę, z golfem pod spodem ;)


Mam więc w sumie 13 sukienek! Gdy liczyłam w myślach, naliczyłam 9 :)  Jeśli Wy policzycie swoje, dajcie znać, czy też myślałyście, że macie ich mniej!

Gdybym miała tych kiecek 2-3 mniej, nic by się nie stało, zwłaszcza że w zestawieniu są słabsze ogniwa. Ale z tą ilością też jest mi dobrze. W końcu nie chodzi o to, żeby ubrań mieć jakąś magiczną liczbę, prawda?

Jak to wygląda u Was? Ile macie sukienek? Zapętlacie podobne kroje czy wolicie, gdy każda jest wyjątkowa?