rzuciłam social media na miesiąc i czuję spokójPonoć średnio korzystamy z internetu 4 godziny dziennie, a telefon chwytamy raz na 30 minut. A gdyby tak udało się odzyskać trochę tego czasu? Czulibyśmy większy spokój? Co byśmy wtedy robili? Postanowiłam to sprawdzić i przez miesiąc nie korzystałam z mediów społecznościowych.

Piszę ten tekst po zakończeniu miesięcznego detoksu. Jeśli chcesz, obejrzyj poniższy film, a jeśli jesteś wzrokowcem – przeczytaj tekst:

przy okazji, zajrzyj proszę na mojego youtube’a i jeśli Ci się spodoba – kliknij subskrypcję :)

Cele eksperymentu

Przed eksperymentem czułam, że dociera do mnie zbyt wiele bodźców. Sprawdzałam Instagram z podekscytowaniem, a potem okazywało się, że nic ciekawego tam nie znalazłam. Dlatego po chwili sprawdzałam znowu. I znowu. Daj znać, czy Ty też to robisz!

Poza tym, spędzałam w social mediach znacznie powyżej średniej. Pracuję w internecie, więc teoretycznie muszę być wszędzie. I właśnie dlatego chciałam udowodnić, że jednak nie muszę. Miałam nadzieję, że ten “post” pozwoli mi lepiej się skupić i że będę mieć więcej czasu dla siebie. Więcej o swoich motywacjach pisałam we wpisie zapowiadającym urlop – dlaczego postanowiłam zrezygnować z social mediów na miesiąc?

rzuciłam social media na miesiąc i odczuwam spokój

Przygotowanie i przebieg

W odstawkę poszły Facebook, Insta, Youtube i bonusowo Netflix. Zapowiedziałam urlop, usunęłam aplikacje z telefonu, zablokowałam strony na komputerze i w sumie… tyle. Pozostało mi obserwować siebie.

Nawyk

Wyciąganie telefonu i sprawdzanie socjali, było moim kopmulsywnym nawykiem. Pierwszego dnia byłam tym totalnie rozkojarzona, brałam do ręki telefon, okazywało się, że nie mam tam nic ciekawego. Nie wiedziałam co zrobić z rękoma i zaczęłam zmywać naczynia, co – umówmy się – nie było złe!

Już po tygodniu potrafiłam zapomnieć o telefonie na cały dzień. Zwolniło mi się miejsce w mózgu odpowiedzialne za podpowiadanie “noo sprawdź co się dzieje” ;)

 

Kilka skrawków myśli zapisywanych na bieżąco podczas pierwszych dni:

1.01
Po imprezie sylwestrowej nie ma już śladu – jest czyściej niż przed nią. Gdy koło drugiej w nocy znudził mnie film, zamiast scrollować telefon, nastawiłam zmywarkę.

2.01
Korzystałam dziś z metody pomodoro: 25 minut pracy, 5 minut przerwy. W przerwach rozciągałam się i ćwiczyłam kręgosłup. W cztery godziny uwinęłam się z czymś, co bardzo mnie stresowało! Niezły wynik, a przy okazji – fizjoterapeuta będzie zadowolony.

3.01
Rano: Śnieg pada tak pięknie, jak w szklanej kuli! Pierwszy raz od początku eksperymentu zachciało mi się wyciągnąć telefon i nagrać Instagram Stories. Szłam wtedy ulicą z Szymkiem. Zachowamy ten moment tylko dla siebie. Czyli chyba nie jest źle?

Przed południem: Spotkałam się z Instagramerką. Podczas śniadania żadna z nas nie wyciągnęła telefonu, żeby zrobić zdjęcie. Dziwne!

Wieczór: Popatrzyłam na kalendarz – jest dopiero 3 stycznia?! A mam wrażenie, że tyle się działo przez ostatnie dni!

4.01
W piątkowy wieczór postanowiłam wypróbować nowy stół do konstrukcji i krojenia. Tak się rozpędziłam, że w 5 godzin skonstruowałam, skroiłam i uszyłam golf 🖤

5.01
Szybka myśl: warto starać się zapanować nad internetem już teraz. Powstaje tyle aplikacji ułatwiających życie i komunikację, za 10 lat na pewno będę mieć ich dużo więcej! Chcę, żeby mnie wspierały, a nie nadużywały.

FOMO

Fear of missing out, czyli poczucie, że coś nam umyka, zniknęło po trzech dniach. Wydaje mi się, że to poczucie jest większe, gdy spędzamy czas na Instagramie czy YT, bo wtedy widzimy, że te treści tam są. A tu potwierdziło się stare dobre powiedzenie, że co z oczu, to z serca.

Były za to momenty, w których czułam, że ja bardzo chciałabym się czymś podzielić. W pierwszych dniach to były totalne bzdurki, na przykład ładnie padający śnieg.

Ostatecznie z całego miesiąca najbardziej chciałam podzielić się tym, że odebrałam z drukarni mój pierwszy papierowy wykrój. Proces tworzenia to były 4 lata przygotowań i ponad pół roku pracy nad tym konkretnym modelem, więc to była dla mnie osobiście i biznesowo ważna sprawa. No i… w tamtej sekundzie zachowałam to dla siebie.

 

6.01 Znasz to uczucie, że masz tyle zaległych, nieskończonych rzeczy? Ja właśnie zeruję moje “tyły”. Moja lista książek do przeczytania się wydłużała, a teraz magicznie zaczyna kurczyć!
7.01
Już wiem, dlaczego na mnie to działa. “Jeśli nie zmieniasz działań, nie oczekuj innego rezultatu”. Nie potrafiłam siąść na dłużej do czytania książek, gdy po powrocie do domu zaczynałam oglądać YouTube. Łatwiej mi odciąć zupełnie wcześniejsze nawyki, żeby wprowadzić nowe, niż wciąż obiecywać sobie “będę czytać książkę tygodniowo” i nie robić nic w tym kierunku.
8.01
Szymka nie ma przez tydzień i pierwszy raz czuje, że brakuje mi szumu! Do tej pory to był Netflix/YouTube. Pobrałam audiobooka, którego już dawno chciałam przesłuchać.
9.01
Podsumowanie dzisiejszego dnia? Czysta praca plus czysta przyjemności: rozmowy i czytanie książki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ładowałam telefon!
12.01
Skończyłam trzecią książkę. W tym tempie czytałabym 60 pozycji rocznie!

13.01
Nowy pomysł na niedzielne wieczory: 2 godziny rozmów przez telefon i smażenie faworków. Ostatni raz tyle przez telefon rozmawiałam… chyba w podstawówce!

14.01
Praca w pojedynkę i brak gadającego człowieka w domu to zdecydowanie najtrudniejszy czas eksperymentu do tej pory. Na szczęście dzięki kilku dobrym duszom wieczory mam wypełnione spotkaniami i rozmowami!

Ujarzmiony czas

Przez ten miesiąc byłam tak produktywna! Przez pierwsze dni czułam się jak superbohater, który rozwala wszystkie zadania. Sprawdzałam kalendarz i dziwiłam się, że jest dopiero początek miesiąca. Dzięki temu, że pracowałam szybciej, udało mi się wygospodarować całe dnie na robienie rzeczy dla siebie – na przykład na szycie albo tapicerowanie krzeseł.

Wieczorami czytałam. Jeśli utrzymałabym takie samo tempo czytania, czyli jakoś co drugi wieczór, spokojnie przeczytałabym 60 książek w rok.  (Swoją drogą, jeśli zastanawiasz się, gdzie podziewa się Twój czas na czytanie, szycie, spotkania – być może siedzi właśnie w jakimś ekranie.)

17.01
A to nowina, Instagram wysłał mi wiadomość! Sprawdziłam, że to się jeszcze nigdy nie zdarzyło – czyli bardzo serio obawiają się, że tracą użytkownika. Zobaczmy, co napisali, żeby wzbudzić we mnie chęć powrotu:

“joulenka! Zobacz nowe posty użytkowników sew.what.now, joannaglogaza, mmadalynne i inne materiały” – głosi tytuł maila. Przypominają nazwy kont, których nie widziałam od dwóch tygodni z hakiem.

“Zobacz nową, zabawną i inspirującą zawartość od obserwowanych przez Ciebie kont.” – wrzucają kolaż 9 zdjęć. Najwyraźniej chcą mi pokazać, jak wiele mnie omija. Podejrzewam, że to nowe treści osób, które obserwuję (akurat nie trafili – tylko jedno ze zdjęć mi się faktycznie podoba).

“Im więcej kont obserwujesz, tym więcej świetnych rzeczy zobaczysz w swoich Aktualnościach.” – co za tupet! Nie tylko chcą, żebym wróciła, ale żebym była z nimi jeszcze więcej! Podrzucają 6 profili, które mogłabym chcieć obserwować. W mailu jest jeszcze znaczek lajków i komentarzy – ten, który ponoć był specjalnie opracowany tak, by wywołać strzał dopaminy.

No niezły ten mail, użyli chyba wszystkich możliwych drobnych zabiegów psychologicznych, których mogli;)

22.01
Najważniejsza rzecz, której nie relacjonowałam – odbiór wykrojów!!!

28.01
Przestałam podsumowywać dni, bo sytuacja jest już stabilna – pracuję solidnie, odpoczywam solidnie. Rozpraszają mnie już tylko moje własne pomysły i mój własny pies. Myślę też o zmianach, które wprowadzę po zakończeniu eksperymentu. Spisuję, analizuję i wyciągam wnioski.

 

Wnioski

Dla mnie ter urlop to był sposób na to, jak odzyskać spokój wewnętrzny. Miesiąc przed eksperymentem korzystałam z telefonu średnio 6,5 godziny dziennie. Wiem, co pomyślisz, to spora liczba – ale polecam Ci sprawdzić też Twoje statystyki. Może się zdziwisz. Jeśli znasz swoją średnią, koniecznie wpisz ją w komentarzu!

Swój wynik tłumaczyłam sobie wtedy tym, że rzeczy włączone na telefonie mogą lecieć w tle.

W tym miesiącu ten czas zmniejszył się do niecałych 2 godzin dziennie, a najczęściej używanymi aplikacjami był telefon i notatnik. Lekko licząc, uratowałam 6 pełnych dni … ciszy.

Ten spokój, ta wolna przestrzeń w mózgu faktycznie były bardzo wyczuwalne przez cały ten miesiąc.

Czuję się teraz dużo bardziej skupiona i jaśniej widzę swoje priorytety. Jeśli jestem zmęczona – śpię zamiast scrollować. Jeśli mam wolny wieczór, szyję dla siebie.

Czy polecam spróbować? Zdecydowanie tak! Może usuniesz jedną aplikację z telefonu i zobaczysz, czy Ci jej brakuje? Może zrobisz całkowitą przerwę na tydzień czy dwa?

Jeśli przydałabym Ci się pomoc, przygotowałam checklistę “Jak przeżyć bez mediów społecznościowych”, dzięki której zobaczysz, jak się do takiego urlopu przygotować: jak zapowiedzieć przerwę, zebrać kontakty, zainstalować aplikacje do śledzenia czasu i tak dalej. Dostaniesz ją po zapisaniu się na newsletter – a osobom już zapisanym prześlę link do checklisty :)

Przygotowałam tę listę, bo w tym urlopie nie chodzi o to, żeby odciąć się od ludzi, pogorszyć swoje relacje albo zadeptać swój biznes. Raczej o to, żeby nauczyć się prowadzić te rzeczy na inne sposoby, bardziej zależne od nas.

Więc jeśli kiedykolwiek Twoją wymówką było “nie mam czasu, żeby”… zacząć nowe hobby, zacząć biznes, gotować dla siebie, to być może trochę tego czasu da się odzyskać odcinając media społecznościowe.
To wszystko jest kwestia priorytetów. Ja wiem już, że wrócę do social mediów na całkowicie swoich warunkach i z jasno ustalonymi intencjami.

A szczerze mówiąc, najchętniej spędziłabym bez socjali jeszcze jeden miesiąc.

 

Co teraz?

Nowe zasady – eksperyment trwa

Miesiąc bez social mediów się skończył, ale mój eksperyment w pewnym sensie nadal trwa. Wdrażam teraz nowe zasady, dzięki którym być może uda mi się wrócić do mediów społecznościowych ze spokojem. Dzielę się nimi – może część z nich będzie przydatna też dla Ciebie?

Instagram

  1. Tworzę bardziej intencjonalne treści – poruszam tematy, które są dla mnie ważne (co nie znaczy, że są trudne – Czosnek też tam na pewno będzie;)).
  2. Eksperymentalnie obserwuję jeszcze mniej osób. Przestałam obserwować wiele ludzi, których cenię. Wciąż ich cenię, ale na odległość. To tak jak podczas wizyty w sklepie z tkaninami – można docenić piękny materiał i go nie kupić. Pozwolić mu być pięknym u kogoś innego.
  3. Wdrażam nowe zasady na Instagram Stories:
    • Koniec z niepotrzebnym perfekcjonizmem. Będą literówki, spójniki na końcu linijki i słowa przekształcone przez słownik w telefonie. Przyjmijcie je proszę za naturalną rzecz – Stories to w końcu mają być relacje na bieżąco. Po wyedytowane teksty zapraszam na bloga :)
    • Jestem wdzięczna za wszystkie wiadomości – wszystkie czytam, jednak nie odpiszę na 100% z nich. Wynika to z tego, że dziennie dostaję ich kilkadziesiąt. Do tej pory oznaczało to dziesiątki minut w wiadomościach. Codziennie.
    • Nie odpowiadam na wiadomości z pytaniami o coś, o czym mówiłam lub pisałam na blogu. Chcesz zapamiętać? Od razu zrób screena, po to właśnie do ważniejszych Stories dodaję znaczniki i napisy:) Jeśli coś Ci mimo wszystko umknęło – zapytaj w komentarzu pod zdjęciem, może tam ktoś pomoże.

Facebook

Planuję kalendarz treści z miesięcznym wyprzedzeniem – to będą głównie nowe i stare (ale wciąż aktualne) treści z bloga.

Youtube

Będę publikować tam tylko te treści, które mają szansę przyjąć się na tamtej platformie. Będzie tam więcej filmów mówionych. Koniec z niesamowicie pracochłonnymi filmami, które mają po 800 wyświetleń!

 

Wartość

Chcę wrócić do podstaw, czyli do dawania wartości. Nie chcę być szumem. Chcę, żeby wszystko, co publikuję, układało się w moją muzykę. Na początku blogowania wykreślałam całe akapity tekstu, gdy dochodziłam do wniosku, że nie dają wartości. Czas więc obciąć niepotrzebne treści, a rozwinąć te, które dają prawdziwą wartość

 

W jednym zdaniu: odszumiam komunikaty, żeby zgotować dla Was klarowny rosół fajnych treści.

 

PS: Jeśli chcesz zorganizować własny urlop od social media (lub innych uciążliwych stron internetowych), pobierz tę checklistę – ona naprawdę ułatwi Ci zadanie :)