Nauka szycia na maszynie to Twoje marzenie? Od dłuższego czasu ta myśl kiełkowała Ci w głowie, a teraz chcesz przejść do rzeczy i nauczyć się szyć? Mam do Ciebie bardzo, bardzo ważne pytanie: czy na pewno jesteś na to gotowa? I weź proszę pod uwagę te punkty.


 

Nauka szycia na maszynie ma parę cieni – takich szarych stron, o których się nie mówi.

Szycie na początku może być pasmem porażek. Można się łatwo zniechęcić. Jeśli uwielbiasz natychmiastowe efekty WOW, nie znajdziesz ich w tym hobby.

Szycie to proces. To nie jest tak, że siadasz do maszyny, pstrykasz palcami i gotowe. Czeka Cię wybór wykroju, materiału, krojenie, prasowanie i… prucie.

Szyjąc można sobie zrobić krzywdę. Mało mówi się o zasadach BHP przy tym z pozoru lekkim i sielankowym hobby, jednak mi zdarzyło się podczas szycia… przebić palec igłą i nadciąć się nożyczkami.

Szycie może zmusić Cię do dbania o kręgosłup. Będzie Cię bolał po godzinach spędzonych z maszyną. Jeśli więc unikasz jogi, pilatesu czy pływania – zastanów się dwa razy, czy na pewno chcesz szyć.

Szycie jest analogowe. Nie da się szyć sprawdzając telefon co dwie minuty. Jeśli więc czujesz głębokie FOMO (fear of missing out, czyli lęk przed tym, że coś Cię ominie), nie masz szansy nauczyć się szyć. Musisz więc podjąć decyzję – czy Instagramy i Facebooki mogą poczekać? Czy jesteś w stanie spędzić cztery godziny offline?

 

Ale najważniejsze jest to, że…

Szycie wciąga.

Szyjąc możesz przez przypadek stwierdzić, że zmieniasz swoje życiowe plany tak, by móc wpleść w codzienność więcej szycia.

Możesz dojść do wniosku, że rzucasz studia.

Że od dziś szyjesz wszystkie swoje ubrania.

Że nie bawi Cię już spacer po sieciówkach, bo dostrzegasz błędy konstrukcyjne i wiszące nitki. Ślinisz się jednak za każdym razem, gdy przechodzisz koło sklepu z tkaninami.

Że chcesz chodzić na basen, zadbać o siebie, bo potem możesz dłużej szyć bez bólu.

Że wieczory bez internetu są ekstra, a Ty (w końcu) robisz coś namacalnego zamiast w kółko sypać serduszkami i komentarzami.

Że uczysz się cierpliwości i nie potrzebujesz już melisy, by poczuć się spokojna.

Że jesteś dumna z siebie. I ze swoich postępów.

 


 

Żarty na bok – ja uczciwie uprzedzam. Sama nie wiem, czy zdecydowałabym się na to raz jeszcze.

Wiesz już o wszystkich wadach, znasz całą mroczną stronę. Pozostaje tylko jedno pytanie…

Wchodzisz w to?
Dziś, w poniedziałek 1 października, o północy kończą się zapisy na ostatnią grupową edycję mojego kursu szycia online. Więc jeśli chcesz dosiąść się do tego roller coastera emocji, poznać podstawy szycia i uczynić z tego swój styl życia – zapraszam, to ostatnia taka okazja! Zaraz startujemy z tą kolejką ;)