Kot kokos nie lubił innych kotów. Zwykł na nie prychać i wdawać się w bójki, zwłaszcza na wiosnę. Wracał do domu po nocach spędzonych na dworze i jedyne, co chciał wtedy robić, to jeść i spać.

Właścicielka Kota Kokosa chciała umilić mu te powroty, dlatego – znając jego samouwielbienie – uszyła Koduszkę na jego podobiznę. Czekała na jego powrót do domu. Gdy w końcu wrócił (i zjadł), z cichą nadzieją na aprobatę pokazała mu Koduszkę. 

On jednak powąchał ją i w czasie szybszym niż czas naświetlania opuścił kadr oraz łóżko. Koniec.
Ta poduszka to mój pierwszy patchworkopodobny wyrób. Pomysł na kota powstał jak zwykle, czyli na którymś z wykładów. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to mój patchworkowy debiut, jestem z siebie całkiem zadowolona. Tak mi się kot podobał, że robiłam zdjęcia na różnych etapach produkcji:
Kot powstał ze skrawków materiałów z zielonej bluzki, z kremowej, ze swetra i ze spodni (które pocięłam, żeby odrysować wykrój).
Teraz druga historia, ta jest dla twardych. Szyłam Koduszkę z dużym namaszczeniem i poświęceniem. Tak się wciągnęłam, że nie wiadomo jak, nie pytajcie mnie kiedy, przeszyłam sobie palec (tak, przez paznokieć, tak, na wylot; dla lubiących dreszczyk emocji wrzucam zdjęcie). Za roztrzepanie i nie przestrzeganie zasad BHP swoje przecierpię. Z całej historii można jednak wysnuć jeden pozytywny wniosek – te Silvercresty z Lidla są słusznie reklamowane jako szyjące grube i mocne materiały. Dziewczyny, pilnujcie palców;)
Miłego dnia!
Julia