zero waste ekologia ograniczenie śmieci odpadów

Słyszałyście o zero waste? To bardzo rozsądny ruch, który idzie krok dalej niż minimalizm czy slow life. Nie zajmuje się posiadaniem mniej, a bierze pod lupę kolejny aspekt rozsądnego życia: wyrzucanie mniej. Jeśli uznasz to za fanaberię (za jaką sama parę lat temu używałam przesadną dbałość o środowisko), tym bardziej proszę – przeczytaj ten wpis.

Odnoszę wrażenie, że moje pokolenie żyje trochę w szklanej bańce. Nie pamiętamy trudów PRL-u i mamy wszystkiego pod dostatkiem. Być może właśnie dlatego jesteśmy znieczuleni na kwestie śmiecenia. Potrzebujemy czajnika? Kupujemy. Nie pasuje do wnętrza? Wyrzucamy i kupujemy nowy. Zepsuł się? Znów wyrzucamy i kupujemy.

 


 

Kilka lat temu w ogóle nie myślałam o tym, co trafia do mojego kosza. W końcu co wyrzucone, tego nie ma. Potem w Polsce zaczęto wprowadzać segregację, która powoli zaczęła otwierać ludziom oczy na to, co wyrzucają. Wydaje mi się, że nie tylko mi kazała doedukować się w kwestii śmieci. Gdzieś obok zaczęło robić się głośno o minimalizmie i slow life – nurtach, które bardzo mi się spodobały, bo mówiły, że nie jestem dziwna tylko dlatego, że nie lubię kupować ubrań, marnować czasu na zakupy, a pieniędzy na bzdety.

Miałam mniej, kupowałam mniej. To była tylko kwestia czasu, kiedy przyjdzie refleksja o wyrzucaniu mniej.

Niedawno pod jednym z wpisów przeczytałam komentarz czytelniczki o byciu zero waste. To nurt, który sugeruje przemyśleć tryb życia tak, by zminimalizować ilość produkowanych odpadów. Cały kolejny wieczór zaczytywałam się w sposobach ograniczenia śmieci i próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie, jakim cudem jakiś człowiek jest w stanie wygenerować jedynie słoiczek śmieci przez trzy lata. Szybko później postanowiłam – wchodzę w to! Może nie na sto procent, czyli nie w zero waste, ale na pewno w less waste. Much less waste.

 

Jak oni to robią?

Osoby, które starają się ograniczyć produkcję śmieci (i, tak produkują na przykład słoik śmieci przez lata!), postąpiły i postępują według kilku prostych kroków:

  • Po pierwsze – analizują, co wyrzucają. W ten sposób określają, co powinny starać się zmienić (i czy jest to wykonalne). Na przykład jeśli większość śmieci stanowią opakowania po jedzeniu, trzeba zacząć zastanawiać się, gdzie i jak można kupować jedzenie bez opakowań. Nagle okazuje się, że takie rzeczy jak chleb, warzywa, mięso czy bakalie można bez większego problemu kupić bez opakowania. I nagle śmieci w koszu jest o połowę mniej!
  • Potem uczą się nie wstydzić, że unikają śmieci. Na przykład w knajpach mówią na wstępie, że sok ma być w szklance, bez słomki.
  • Używają wielorazowych rzeczy – piją z butelek z filtrem, pakują jedzenie w pudełka na lunch itp.
  • Znajdują miejsca, w których da się kupić produkty bez opakowań – na przykład bakalie na wagę, warzywa do własnej torby materiałowej itd.

Te podpunkty nie sprawią, ze w magiczny sposób przestaniemy w ogóle produkować śmieci. Jednak myślę, że po porządnym przemyśleniu sprawy może okazać się, że małym nakładem pracy zmniejszymy produkcję odpadów o ponad połowę.

Ku inspiracji – film z przemyśleniami osoby, która postanowiła nauczyć się żyć bez śmieci. Zmiana ma formę parodniowego wyzwania i właściwie każdy może podjąć się takich samych kroków.

 


 

Widzicie ten uśmiech ze zdjęcia na górze? Tak samo musiałam cieszyć się, gdy w pierwszej klasie podstawówki wygrałam dmuchaną orkę w turnieju oddając walkowerem wszystkie partie. To taka wygrana bez poświęceń. Zdjęcie zostało zrobione, gdy wróciłam ze sklepu nie biorąc ani jednej plastikowej torby, zupełnie bez wysiłku! Czyli wygrana bez poświęceń!

Z zero waste uczyniłam rodzaj gry – gdy udaje mi się na przykład ominąć wzięcie jednej plastikowej torebki, uważam to za sukces. Przy pierwszych zakupach, na których zdecydowałam unikać toreb foliowych, wygrałam 1:5 – to znaczy wzięliśmy tylko jedną plastikową torebkę z pięciu, które były proponowane. Dzięki temu podejściu traktuję ograniczenie śmieci nie jako ograniczenie mnie, tylko jako wyzwanie, którego wynik codziennie cieszy i motywuje do działania.

deser-zero-waste2Zero waste pełną gębą, czyli pieczone jabłka, z ogryzków wygotowany kompot, z którego jest zrobiony domowy kisiel, a już zupełne odpadki idą dla kur zaprzyjaźnionej gospodyni <3 Da się? Da się!

 


Spisałam listę małych nawyków, które wprowadzone w życie mogą znacznie zredukować liczbę produkowanych odpadów. Nie ma tu nic radykalnego i naprawdę każdy może spróbować wprowadzić je w życie! Przestrzeganie tej listy wchodzi w moje postanowienia noworoczne (których, nawiasem mówiąc, nie zaczynam punkt pierwszego stycznia, tylko już teraz).

 

Jak możemy unikać generowania śmieci w prosty sposób?

 

  1. Chodzić na zakupy ze swoimi torbami lub koszykiem. Gdy człowiek wyrobi sobie nawyk zabierania toreb zawsze przed wyjściem, ma sprawę worków foliowych z głowy. Przetestowałam to i w sklepach nikt nie ma z tym problemu! Po chleb czy ciastka na wagę można przyjść z własnym woreczkiem. Po warzywa i inne zakupy tak samo. W wielu miejscach, na przykład prywatnych sklepikach, można przyjść po ziarna czy bakalie na wagę z własnym słoiczkiem.
  2. Kupować jak najmniej pakowanej żywności. Nie piszę, że w ogóle – to byłoby bardzo trudne. Chodzi o to, żeby patrzeć nie tylko na produkt, ale też na opakowanie – zwłaszcza że większość pakowanej żywności jest mocno przetworzona. Ten podpunkt może zmotywować do całkowitej rezygnacji z przetworzonych słodkości, takich jak czekolada, cukierki czy batoniki.
  3. Przemyśliwać zakupy tak, by wyrzucać jak najmniej zepsutej żywności, zwłaszcza mięsa.
  4. Nie kupować wody butelkowanej, używać butelki z filtrem!
  5. Dbać o ubrania, żeby służyły (jeszcze) dłużej. Cerować skarpety, golić swetry. Zużyte ubrania starać się przerabiać w miarę potrzeb – na szmatki do czyszczenia, na woreczki itp.
  6. Starać się używać ponownie paczek i kopert.
  7. Zwrócić uwagę na bilety, czy to na film, czy na samolot. Wiele biletów można pokazywać w formie elektronicznej – chcę nauczyć się zwracać na to uwagę!
  8. Dla domu – kupować mniej plastiku, a więcej metalu i szkła.
  9. Zmienić golarki i inne artykuły higieniczne wielorazowe. Wiecie, że w podpaskach, tamponach i płatkach higienicznych kryją się potencjalnie rakotwórcze substancje, czyli środki owadobójcze z upraw bawełny, które nie zostały usunięte? Nie udało mi się znaleźć rzetelnych materiałów po polsku (wszystkie artykuły krzyczą zamiast informować), konkrety po angielsku znajdziecie tu.

 

Czego jeszcze można spróbować?

Jest też parę innych postanowień, które przez niektórych mogą być uważane za wymagające wyrzeczeń. Mi przyszły dość łatwo, jednak totalnie rozumiem, że można kręcić na nie nosem.

  1. Nie kupować papierowych książek i gazet. Książki kupuję na Kindla, ewentualnie wypożyczam z biblioteki – niech tak zostanie. Gazety kupuję sporadycznie, zwykle są to podróżne zapychacze czasu. Mogę bez żalu z tego zrezygnować.
  2. Przejść na bambusową szczoteczkę do zębów. Korzystać też z domowej pasty do zębów. (W skład wchodzą soda oczyszczona + olej kokosowy – wypróbowane, da się z tym żyć! Potrzebujący zapachu mogą dodać parę kropel kropki miętowych lub szczyptę cynamonu.)
  3. Nosić kanapki w torebkach materiałowych, a inne dania pakować do słoików lub plastikowych pudełek, które już mam.
  4. Nie żuć gumy.
  5. Nie kupować nowych ubrań. Kupować w second handach i szyć samodzielnie. To w moim przypadku będzie dość proste, bo i tak większość moich ubrań pochodzi z tych dwóch źródeł. Wyjątek na pewno zrobię na bieliznę czy buty.
  6. Prać orzechami piorącymi.

 

Zero waste – czego sobie nie wyobrażam?

Nie jest aż tak kolorowo, bo wiem, że z niektórych rzeczy nie potrafię zrezygnować. Wpisuję je na osobną listę i pozostawiam Wam do własnej oceny – być może komuś z Was udaje się dotrzymać tych punktów?

  1. Całkowitej rezygnacji z kupowanych kosmetyków. Przeszłam już okres, kiedy wszystkie kosmetyki do pielęgnacji robiłam sama, teraz robię je sporadycznie. Na ten moment mówię nie całkowitemu odstawieniu sklepowych rozwiązań.
  2. Odrzucenia leków i suplementów tylko dlatego, że mają opakowanie. Widziałyście kiedyś leki sprzedawane bez opakowania?
  3. Całkowitej rezygnacji z jedzenia pakowanego, w tym jedzenia w restauracjach i fast foodach. Jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych życiowych funkcji – nie jestem gotowa na to, by zabronić sobie spróbowania czegoś nowego tylko przez to, że zostało podane z serwetką lub opakowane w plastik. Nie, jeszcze nie teraz ;)
  4. Szycia tylko z naturalnych materiałów. To byłoby trudne i w wielu sytuacjach bezsensowne – w końcu syntetyki w małej domieszce poprawiają właściwości oraz żywotność materiału. Czyli w praktyce pomagają ubraniu wytrzymać dłużej.
  5. Ogólnie: nieprodukowania odpadów po twórczości. Wydaje mi się, że ludzie, którzy są faktycznie niemal stuprocentowo zero waste, pracują przy komputerze, a w wolnych chwilach spacerują i czytają książki na czytniku. Gdy ma się twórcze hobby, nie da się zupełnie nie produkować odpadków.
  6. Kupowania tylko używanej elektroniki. Wśród osób, które żyją bez śmieci, funkcjonuje opinia, że lepiej nie kupować plastiku. Te osoby uważają, że kupienie plastiku (na przykład telefonu z elementami syntetycznymi) z drugiej ręki jest mniejszym złem, a nawet dobrem. Coś w tym jest, jednak w tej chwili, głównie przez kwestie krótszej gwarancji, nie chcę się do tego zobowiązywać.
  7. Upcyklingowania na siłę. (Wiecie, że angielskie słowo upcycling, czyli używanie rzeczy raz jeszcze po przerobieniu, ma polski odpowiednik pisany przez „k”?) Dostrzegłam tendencję, że osoby będące zero waste wolą robić rzeczy samemu, często z odpadów. Ja nie mam zamiaru robić doniczek z plastikowych butelek czy wytłoczek do jajek tylko po to, żeby tych butelek i wytłoczek nie wyrzucić. No po prostu nie. Zastanawiam się, czy ludzie, którzy takie rzeczy robią, naprawdę lubią powstałe twory. Dla mnie te rzeczy to (uwaga, nie będę przebierała w słowach) objaw nadpobudliwych rąk, które każą coś zrobić. Nie mówię, że jest zawsze złe, bo wielbiciele DIY często upcyklingują, jednak w kontekście nieprodukowania śmieci zupełnie tego nie czuję. Jeśli już mam butelkę, zadbam o to, żeby trafiła do miejsca, w którym może być przetworzona. Wytłoczki od wielu lat oddajemy lokalnym hodowcom. Da się te kwestie załatwić bez tych fanaberii jakimi jest dla mnie większość upcyklingowych wyrobów.

 


 

Zrobiłam małą kalkulację, która wmurowała mnie w ziemię. Gdyby każdy człowiek, który w tym roku wszedł na tego bloga, przeczytał ten wpis i codziennie przez rok zrezygnował ze zużycia tylko jednej reklamówki… rocznie oszczędzilibyśmy ponad pięćdziesiąt milionów reklamówek! Ja sama mogę co najwyżej cieszyć się, że śmieci muszę rzadziej wyrzucać – ale razem, serio, zrobilibyśmy dobrą robotę.

 

Jakie macie nastawienie do zero waste? Przyłączacie się do tego postanowienia, przynajmniej po części? Dajcie znać, jeśli macie swoje sposoby na uniknięcie zaśmiecania świata!

 


 

Zostańmy w kontakcie!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz