Meksyk, Szwem Po mapie, projektowanie sukni ślubnych, tkaniny w Meksyku

Cześć! Przygotowałam dla Was coś zupełnie nowego. Jeśli chcecie dowiedzieć się paru rzeczy o tkaninach w Meksyku, a przy okazji posłuchać mojego gadania, zapraszam do oglądania pierwszego filmu w historii tego bloga!

W Meksyku zrobiłam niewiele zdjęć. Zamiast tego nagrywałam filmy, żeby pokazać je Wam w formie przegadanego vloga. Zanim zaczniecie oglądać, dodam jeszcze parę słów o jakości. Do robienia dla Was filmów przymierzam się od ponad roku. Nagrałam już kilka materiałów, które kiszą się na dysku tylko dlatego, że nie są idealnie takie, jakie miały być. W tej chwili poziom publikacji na youtubie jest bardzo wysoki i myśl, że muszę być od razu lepsza niż wszystko inne, blokowała mnie przez parę miesięcy. Trudno jest zrobić coś niesamowitego od razu, gdy nie miało się wcześniej styczności z filmem. Dziś przełamałam się i opublikowałam materiał. Nie będę udawać, że to wymuskane dzieło sztuki – po prostu pierwszy film, w dodatku w większości nagrywany telefonem, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? :)

Mam nadzieję, że mimo telefonowych kadrów i paru innych niedociągnięć wyniesiecie z filmu kilka ciekawostek! Zapraszam też do subskrypcji – jeśli dobrze pójdzie i podpowiecie mi, co chcecie oglądać, materiałów video będzie pojawiać się więcej ;)

 


 

Tkaniny w Meksyku – vlog:

– Tak wyszło, że trzeba kliknąć mnie w nos. Tak wyszło, że nos jest tam, gdzie zerka Frida Kahlo. –

 A tu jest link do kanału, który możecie subskrybować!


 

Tak jak mówiłam w filmie, w Meksyku udało mi się kupić koronkę na suknię ślubną o rewelacyjnym składzie – 70% wiskoza i 30% poliamid. Przy koronkach na tiulu skład nie jest aż tak ważny jak przy ciężkich materiałach, które dotykają całej powierzchni ciała. Świadomość, że sam materiał też oddycha, jest jedynie miłym dodatkiem. Dla mnie dużo ważniejszy jest fakt, że materiał już ma pewną historię i przy okazji jest użyteczną pamiątką!

koronka-slubna

Koronka jest bardzo w moim stylu, bo głównym motywem są listki i gałązki, a nie popularne kwiaty. Jak pewnie się domyślacie, tym postem…

rozpoczynam cykl o szyciu własnej sukni ślubnej.

Nie będę robiła z sukni nie wiadomo jakiej tajemnicy, bo nie wierzę w przesądy typu „oglądanie sukni z czarnym kotem, kominiarzem i czytelnikami przynosi pecha”. Cały proces będę opisywać Wam w miarę na bieżąco. Postaram się pisać o wszystkich, nawet drobnych decyzjach czy rozterkach, bo jestem pewna, że w przyszłości skorzysta z tego parę dziewczyn! Doskonale rozumiem, że szycie własnej sukni ślubnej jest odważną, nieco ryzykowną decyzją. Mam nadzieję, że sama nie stchórzę i dodam Wam kurażu swoim przykładem ;)

 


 

Koniecznie dajcie znać, co uważacie o filmie! Wszelkie uwagi będą bardzo mile widziane. Jestem podekscytowana tym, że wchodzę w działkę, o której nie wiem nic.

 

Przy okazji – są tu jakieś panny młode, które też postanowiły szyć swoje suknie samodzielnie? :)

 

/ Zostańmy w kontakcie – zapraszam na instagram, facebooka, youtube, bloglovin i snapa @joulenka /