Wypad do kawiarni brzmi  wspaniale, ale praktykowany dzień w dzień straciłby swoją romantyczną otoczkę i nie cieszyłby tak bardzo. Jestem zdania, że dobrze jest zapewniać sobie przyjemności w momentach, kiedy faktycznie ich potrzebujemy. Kiedy na nie zasługujemy.

Jestem ogromnym zwolennikiem nagradzania siebie za trud włożony w pracę i rozwój. Przez lata tworzyłam system*, według którego postępuję na co dzień jeśli chodzi o drobne przyjemności i zakupy. System pomaga podtrzymać motywację do działania, cieszyć się z drobnych rzeczy i jednocześnie ograniczyć zbędne wydatki. To nie jest tak, że zawsze działam według klucza. To klucz dostosowuje się do mnie ;) Wyklarował się naturalnie z moich potrzeb i przekonań, które delikatnie zahaczają o minimalizm.

*obecna wersja systemu – nagroda beta 1.4:)

Mój system nagradzania siebie

1. Za co się  nagradzać?

Za osiągnięcia duże i małe, dojście do celu, wykonanie zadania. Najlepiej trzymać spisaną listę najważniejszych celów i zadań pod ręką, wtedy jest się najbardziej świadomym wszystkich podzadań.


2. Dynamiczna lista życzeń, czyli czym się nagradzam?

Mam folder zakładek w przeglądarce służący jako wirtualny katalog rzeczy do kupienia. Nawet jeśli będę kupowała coś stacjonarnie, zwykle robię rozeznanie online i do folderu „wish” wpada link przypominający. Lista jest poddana ciągłej moderacji. Przeglądam ją pobieżnie prawie zawsze, gdy dodaję coś nowego. Jeśli znajdę rzecz, która po dwóch tygodniach jest mi już obojętna, usuwam ją czym prędzej. Inna może wydawać mi się sensowną inwestycją, wtedy kupuję ją dość szybko (czytaj: czasem nawet po kilku dniach). Niektóre rzeczy czekają na decyzję całymi miesiącami i dalej nie jestem pewna, czy chcę je mieć.

Nagroda nie musi być fizyczna, czasem nawet lepszym wyjściem będzie zaplanowanie chwili spokoju, herbata, spacer czy wyjście na basen. To też są świetne rzeczy!

3. Aspekty, które biorę pod uwagę przed dokonaniem zakupu

Jeśli chcę nagrodzić się prezentem, na ostateczną decyzję kupić/nie kupić wpływa kilka czynników. W zależności od przeznaczenia rzeczy mają one zmienną wagę.

  • użyteczność – będę używać czy zachwyciłam się nieprzydatnym gadżetem?
  • jakość – im wyższa tym lepiej, chyba że celowo kupuję coś, co nie musi przetrwać długo (np. rzeczy przydatne na krótki czas, choćby materiał próbny na ubrania)
  • cena – nie zawsze im niższa tym lepiej. Czasem, zwłaszcza w internecie, cena bywa podejrzanie niska i może mieć związek z niską jakością. Tu dobrze jest postawić na zdrowy rozsądek i wyważyć te dwa czynniki.
  • wygląd – bywa priorytetem, schodzi na drugi plan jeśli dana rzecz ma wysoką użyteczność.
  • zachciankowatość – „zawsze chciałam”, „muszę to mieć” i inne. To głupie, ale nikt nie powiedział, że jesteśmy mądrymi stworzonkami ;) Uwaga – staram się, żeby nigdy nie był to decydujący czynnik.

4. Łączenie w pary: zadanie + nagroda

Zwykle za zadania wymagające dużego wysiłku psychicznego nagradzam się hojniej niż za te proste, nawet długotrwałe. Szycie sukienki (proste + długotrwałe) jest nagrodą samą w sobie, z kolei zaliczenie egzaminu – nawet jeśli nauka zamknęła się w kilku godzinach – wypada uczcić. (Mili studenci, w sesji możemy się rozpieszczać, należy się nam! Byle w tym rozpieszczaniu znaleźć czas na naukę.) Większe pozycje schodzą z listy życzeń tylko przy wielkich zadaniach.

Przykłady

Zdarza mi się, że nawet zakupy z serii „przydatne” odkładam do momentu, kiedy osiągnę konkretny cel i poczuję dumę z dużego sukcesu. Rok temu za udany semestr nagrodziłam się… nowym obiektywem. Mogłam go kupić w każdym momencie, planowałam to już długo, ale fajniej było mieć poczucie, że się zasłużyło ;)

Za mniejsze osiągnięcie, na przykład dwu-, trzydniowe projekty nagradzam się wyjściem na basem (przyjemne+pożyteczne) czy spotkaniem z koleżanką (tym wiecznie odkładanym, bo przecież ma się tyle rzeczy na głowie). Ostatnio pisałam o podejściach, które powstrzymują nasz rozwój – te drobne przyjemności pozwalają utrzymać równowagę w działaniu.

***

Jestem pewna, że też macie swoje systemy postępowania, nawet jeśli nigdy o nich nie myśleliście. Zastanawiam się, czy łapiecie się nad tym, że działacie według schematów? Macie własne systemy ograniczania zakupów? Nagradzacie się za ważne osiągnięcia? 

PS: Nie popadajmy w ascetyczne skrajności, chwile słabości zdarzają się każdemu – przypomnijcie sobie tekst  zakupowy nieporadnik ;)