Hej! Niedawno ruszyły zapisy na mój kurs szycia online. Gdy czytam wiadomości od kursantów, przypominam sobie siebie sprzed kilku lat. Wciąż pamiętam te początki i wszystkie rzeczy, które robiłam zupełnie źle! Oto siedem błędów, które notorycznie popełniałam.

Gdy zaczynałam szyć, wydawało mi się, że intuicyjnie będę wiedzieć wszystko. Że to kolejne hobby w stylu rysowania czy decoupage, które właściwie nie ma żadnych ścisłych zasad. Bzdura:) Jako że uczyłam się sama, popełniłam sporo błędów. Dla własnego spokoju – lepiej ich nie powielajcie!


Tu dygresja, bo jeszcze nie ogłosiłam tego na blogu – jeśli chcecie uczyć się szycia lub czujecie, że musicie uporządkować szyciowy chaos w głowie, możecie przemyśleć wzięcie udziału w moim kursie. Na stronie podaję dokładny program i piszę, kto według mnie najbardziej na tej wiedzy skorzysta:

Zapisy trwają do 4 października i po tej dacie przestanę już tak wszędzie o tym trąbić. Jeśli nie jesteście zainteresowani, wytrzymajcie jeszcze chwilę :)


7 błędów w szyciu, które popełniałam na początku samodzielnej nauki

 

1. Rzuciłam się na głęboką wodę.

Zaczęłam naukę o prób szycia trudnej spódnicy, która wyszła tak krzywo, że tego samego dnia ją wyrzuciłam. Przekonałam się, że żeby brać się na finezyjne falbany, powinnam wcześniej nauczyć się szyć proste rzeczy. Naukę warto sobie stopniować, żeby się nie zniechęcić – chociaż czasem bardzo kusi, żeby ominąć parę kroków i przyspieszyć!

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądała ta spódnica, pokazywałam ją w moich początkach z szyciem i w filmie zapowiadającym kurs. Niczego przed Wami nie ukrywam, a to coś było naprawdę koszmarkiem:)

2. Myślałam, że jestem sprytniejsza niż instrukcje.

Że one są takie skomplikowane po to, żeby utrudniać mi życie. Po czasie spokorniałam i stwierdziłam, że skoro ułożył je ktoś bardziej doświadczony, to może jednak warto się ich trzymać. Kreatywność w szyciu jest ważna, wciąż zdarza mi się wymyślać swoje sposoby czy ulepszenia, jednak już nie pomijam kluczowych etapów, tak jak kilka lat temu:)

3. Byłam koszmarnie niecierpliwa.

Gdy coś mi nie wychodziło, zamiast opracować konkretny plan działania i się go trzymać, rzucałam projekty w kąt. Raczej już do nich nie wracałam. Szycie wymaga pokory i cierpliwości, a gdy coś nam nie wyjdzie – głębokiego oddechu, chwili odpoczynku i powrotu do pracy. Tu nie liczy się, że zaczęliście projekt. Liczy się, czy go skończyliście.

4. Nie wiedziałam nic o materiałach i uważałam ich skład za sprawę nieważną. (Bo przecież kolor jest najważniejszy!)

Zawsze byłam estetką, więc kolor materiału był dla mnie najważniejszy. I dopiero po uszyciu kilku rzeczy ze starej, poliestrowej firany, zorientowałam się, że coś jest nie tak, skoro jestem zlana potem przy każdym najmniejszym wysiłku. Teraz skład uważam za sprawę pierwszorzędną, żeby moja skóra dobrze się czuła i mogła oddychać.

5. Ustawiłam sobie limit czasu na uszycie pierwszej ważnej rzeczy.

W nauce nie ma nic gorszego niż presja czasu – przez nią nie można pracować w naturalnym tempie i  czerpać przyjemności z nauki. A przecież szycie może dawać ogromną frajdę!
Pamiętam, jaki wyznaczyłam sobie limit – do studniówki miałam szyć na tyle dobrze, żeby uszyć sobie sukienkę według własnego projektu. Projekt skończył się wielką porażką, czyli płaczem, stresem i prośbą o pomoc.

Z tej sukienki ostatecznie uszyłam tylko pasek. Z całą resztą pomogłaby mi mama, bez której pewnie nie poszłabym na studniówkę i płakała cały wieczór. Dla mnie-nastolatki ten sukienkowy stres to był prawdziwy koszmar!

6. Nie byłam precyzyjna.

Jeśli nie wyrysujcie równo linii, jaki cud ma sprawić, że linia po uszyciu będzie prosta? Nie ma takiego cudu. Ja myślałam, że po prostu mi wyjdzie i tyle! Oczywiście, byłam w błędzie. Moje pierwsze projekty odrysowywałam bardzo, bardzo grubą kredą:

Dla własnego spokoju – nie bierzcie nigdy tego zdjęcia za dobry przykład :)

7. Nie dbałam o wykończenia.

Gdy już umiałam uszyć coś, co wyglądało w miarę dobrze na zewnątrz, dalej przez długi czas nie dbałam o środek. Wnętrze wyglądało jak siedem nieszczęść, co sprawiało, że i tak wstydziłam się uszytych rzeczy. Gdy chcecie szyć solidnie i być z stu procentach zadowoleni, nie możecie pominąć najmniejszego szczegółu:)

 


 

Kiedyś myślałam, że szycie to trochę matmy, trochę zmysłu artystycznego i trochę sprytu. Po tych ładnych kilku latach powiedziałabym, że szycie to raczej spora dawka cierpliwości, pokory i precyzji. To przewartościowanie zajęło mi sporo czasu – mam nadzieję, że napisanie o tym oszczędzi części z Was nerwów na początkowych etapach nauki!

Pamiętacie jeszcze swoje błędy z początków nauki nowego hobby? Jestem ciekawa, jak to wszystko wspominacie!

PS: Dawno tego nie mówiłam. Dzięki, że jesteście tu i czytacie!

Zapisz

Zapisz