Jak oni mają się ubierać, joulenks, blog, szycie, moda dwudziestego wieku, książka

Odkrywacie czasem takie książki, które zachwycają i cieszą Was każdym zdaniem? To jedna z nich. Jest tak genialnie napisana i mądra, że po prostu musiałam nagrać Wam jej fragmenty!

„Jak oni mają się ubierać” pochodzi sprzed 60 lat, więc jest mała szansa, że będziecie w stanie gdziekolwiek ją kupić. Dlatego jedyną sensowną opcją wydawało mi się nagranie fragmentów, byście mogli ich posłuchać.

Fantastyczne w książkach sprzed dekad jest to, że nawet, jeśli traktują o znanych nam tematach, zawsze wyniesie się z nich coś nowego: nowe słowa, nowy styl pisania, trochę inny punkt widzenia. Ta książka pozwala się przenieść w czasie i popatrzyć na sposób komponowania garderoby, który był popularny w latach pięćdziesiątych. Najbardziej zaskakującym wnioskiem jest to, że… zmieniło się naprawdę niewiele. Poglądy, które propaguje autorka, mają sporo wspólnego ze współczesnym ubraniowym minimalizmem czy slow fashion. Przestaję się łudzić, że w tym temacie można jeszcze cokolwiek odkryć :)

To co prawda film, ale możecie spokojnie pominąć obraz. Wystarczy posłuchać:

Gdyby tylko było można, z chęcią podzieliłabym się całą treścią – jest napisana w ten miły, nienachalny sposób, który niczego nam nie każe. Zamiast „Twojego must have na wakacje”, jest „rynsztunek wakacyjny dla dziewczyny”. Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie wolę mieć rynsztunek niż jakieś „must”, które co roku jest z resztą inne.

 

W filmie obiecałam, że podzielę się jeszcze paroma fragmentami o ubiorze zimowym. Oto one:

Zimowe fragmenty z książki „Jak oni mają się ubierać” Jana Kamyczka

– a właściwie Janiny Ipohorskiej –


 

„Ubierajmy się w zimie możliwie jak najcieplej. Oznacza to wprawdzie, że trzeba ubierać się grubo, ale to nic nie szkodzi. Nie są modne zziębnięte pseudoelegantki z fioletowymi łydkami w nylonach i z czerwonym noskiem oraz czerwonymi uszami, tylko właśnie te sylwetki solidnie okutane.

A więc grubo, ale ciepło. Nie tak zgrabnie, ale z bladym nosem.”

– najbardziej taktowna krytyka skierowana w stronę gołych nóg i głów w zimie, jaką słyszałam. Zgodzicie się?


 

„Tajemnica damskich spodni: ponieważ spodnie wypychają się na kolanach, trzeba podszyć w tym miejscu podszewką.”

– to samo robię szyjąc teraz spodnie garniturowe. Popatrzcie na męskie oficjalne spodnie – powinny mieć podszewkę na całej długości od góry do poniżej kolana. To kolanówka. Tu autorka radzi wszyć kawałki podszewki tylko pod kolana, co jak najbardziej da się zrobić nawet w kupnych spodniach. Jeśli tego spróbujecie, pamiętajcie tylko o skrojeniu podszewki trochę szerszej (np. o centymetr) niż szerokość nogawki przodu – te dziadówy lubią się wykurczać.


 

„Specjalna wizytowa sukienka – to znaczy ta „lepsza wełniana” – nie jest dziewczynie koniecznie potrzebna. Gdy masz do wyboru – albo sprawić sobie sukienkę do tańca, albo „lepszą wełnianą”, bez wahania spraw suknię do tańca, gdyż bardziej się przyda (…)

A jeśli mimo to masz ochotę sprawić sobie „lepszą wełnianą” sukienkę, to niech będzie skromna i gładka, a to z trzech powodów:

  • takie są modne

  • mają szersze zastosowanie

  • można je swobodnie odmieniać różnymi dodatkami”

– Gdyby każdy człowiek na świecie myślał tyle nad zakupem każdej rzeczy – zastosowaniami, uniwersalnością, spójnością ze stylem – problem „nie mam się w co ubrać” zniknąłby z planety. Gdy myślę o „lepszej wełnianej”, od razu przychodzi mi do głowy marka Moniki Kamińskiej, na przykład ten model sukienki. Wiem, że trudno znaleźć coś naprawdę klasycznego, dlatego podrzucam, gdyby któraś z Was mimo to miała ochotę ją sobie sprawić :)


 

To tyle! Dajcie znać, czy macie podobne odczucia względem książkowych znalezisk tego typu. Ja je po prostu uwielbiam – są znacznie bardziej inspirujące niż większość współczesnych treści!

 


 

Zostańmy w kontakcie!

Zapisz

Zapisz